Też szybko pobiegłam się przebrać jak się okazało bardzo dobrze, ponieważ kiedy byłam gotowa i zeszłam na dól czekając na Jane usłyszałam krzyk i zobaczyłam ją jak schodzi.
-Rose!!co to ma być??-mówiła pokazując mi Twittera z wzrokiem jakby zaraz miała mnie zabić
-To ty w roli ośmiornicy
-Zabiję cię-powiedziała idąc w moją stronę.
-No widzisz jest problem... Najpierw musiałabyś mnie złapać.-powiedziałam uciekając z domu i zaczęłam biec śmiejąc się ponieważ wyobraziłam sobie jak to musi wyglądać dla przypadkowych przechodniów których mijałyśmy po drodze.
-I tak cię dorwę,zobaczysz.
-Najpierw mnie złapać musisz co wydaje się być większym problemem dla ciebie.Poza tym nic strasznego się nie stało więc nie panikuj.
-Oprócz tego że na Twitterze jest podpis pod moim zdjęciem że jestem ośmiornicą.
Ta sytuacja była dla mnie bardzo zabawna. Biegałyśmy tak póki ja już nie byłam w stanie od bolącego brzucha i załzawionych oczu ze śmiechu, więc padłam na pobliską trawę się śmiejąc.
-Co cie tak bawi??-mówiła Jane kiedy do mnie dobiegła
-Nie pytaj dobrze wiesz że chodzi o ciebie
-Przestań to nie jest śmieszne-powiedziała ze spokojem lecz po chwili wybuchła nie pohamowanym śmiechem.
-A tobie co się stało.
-Właśnie wyobraziłam sobie minę One Direction gdyby zobaczyli to zdjęcie-na te słowa mój napad śmiechu powrócił.
Dni mijały nam leniwie, wciąż to samo: jadłyśmy śniadanie,biegałyśmy, oglądałyśmy filmy, śmiałyśmy się a wieczorami chodziłyśmy do parku co któryś dzień widząc tam tę grupkę osób. W końcu postanowiłam przerwać rutynę...
-Chodź ostatni raz przejdziemy się po parku i jutro już wyjedziemy na koncert One Direction.
-Dobrze ale czemu tydzień przed??
-Możemy spróbować wbić się na scenę i udawać że śpiewamy przed publiką...
-Jednak uważam że cię pojebało Rose, ale dobra niech ci będzie.
Kiedy poszłyśmy do parku moją uwagę znów przykuła tamta grupka która teraz szła naprzeciw nas...Kiedy się mijaliśmy ramieniem otarłam się o chłopaka o pięknych zielonych tęczówkach i chyba tym sobie zawiniłam, gdyż ta chwila nie uwagi wystarczyła by moja kochana Jane wpadła do stawu na środku parku bo jakiś debil biegnąc przez park ją popchnął.Gdyby nie ten chłopak w którego ochach zatonęłam ja również, ale ku mojemu zdziwieniu złapał mnie.
-Jane!!Trzymaj się misia zaraz cię wydostanę-po tych słowach usłyszałam plusk w wodzie a uścisk wokół mnie się zacisnął...-Co się dzieje??
-To Liam skoczył pomóc twojej przyjaciółce
-To dobrze że ktoś jej pomoże... Tak wogulę Rose jestem...
-Wiem jak się nazywasz Nialler mówił że spotkał cię na lotnisku.
-Skąd możecie wiedzieć że akurat mnie??
-Bo cię rozpoznał,i nam opowiadał że jesteś sympatyczna-mówił to dość głośno ale ostatni fragment wyszeptał mi do ucha-ale nie mówił że urocza i taka piękna
Po tych słowach zauważyłam że Jane już wyszła z wody, więc podbiegłam do niej i chciałam zabrać ją do domu kiedy chłopaki powiedzieli że zapraszają nas do siebie... I wtedy się zaczęło.
-No nie daj się prosić Rose...-mówiła Jane ze zbitą miną psiaka ale to nie na nią zwróciłam uwagę tylko na zielonookiego.
-Nie i koniec chodź do domu...
-Nie puki nie powiesz mi czemu nie chcesz do nich iść
-Bo jutro o 6 mamy samolot a się nawet nie spakowałyśmy...Dlatego.
-O boże zapomniałam. Sorki chłopaki ale my już lecimy
-Spoko my też jutro wyjeżdżamy więc w sumie przypomniałyście nam o naszym wylocie.
Nie wiem co ale Jane szepnęła coś Liamowi na ucho i tyle by było kiedy wróciłyśmy spakowałyśmy się i wymyłyśmy poszłam do pokoju i w końcu odpłynęłam z myślą o tych szmaragdowych oczach...
ehem czy mi się wydaje że ta Jane ma moje zdolności życiowe czyli bieganie wywracanie się o wszystko...:) Jesteś misia nie żywa :*
OdpowiedzUsuńJane i Liam? Zapowiada się ciekawie hehe/Octopus
OdpowiedzUsuń